Ruminacje( przeżuwanie, takie miętolenie jak krowa przeżuwa trawę)
Gdy przeczytałam o tym zjawisku byłam wściekła, że nikt mi wcześniej o tym nie powiedział. Lekarze niestety często traktują pacjentów jak nierozumne dzieci, którym nie warto tłumaczyć wystarczy kazać coś-tu łykać pigułki.
A tym czasem mamy ogromną możliwość wpływania na nasze myśli- wystarczy tylko nam to uświadomić. I podać przykład jak to zrobić.
Ruminacje to wciąż powracające myśli najczęściej o czymś co było nieprzyjemne,naładowane przykrymi emocjami. Przychodzą abyśmy mogli wymyśleć inne lepsze wg.nas rozwiązanie, odpowiedź. Jednak to się nie znajduje, za to my toniemy coraz bardziej w negatywnych odczuciach względem siebie.
Dodatkowo wciąż przypominane szczegóły zdarzenia intensyfikują wydzielanie naszych hormonów stresu i hodujemy sobie potwora zamiast znaleźć sposób na jego unicestwienie.
Co należy więc zrobić?
Rozwiązanie jest banalne ale trochę trwa, szczegolnie gdy mamy wieloletnia wprawe w takim ''poprawianiu'' sobie nastroju...
Wystarczy zauważyć ten proces, że on się dzieje. Nazwanie go i obserwowanie (o tym za chwilę) spowoduje ze przestaniesz się dalej ''wkręcać''.
Dla mnie to było odkrywcze. Jak również to,że w takim stanie umysłu bardzo ciężko czy wręcz niemożliwe jest znalezienie satysfakcjonującego rozwiązania. Należy odłożyć myślenie o danej przykrej sytuacji na kiedy indziej , gdy będziemy mieli ''chłodną'' głowę- wtedy lepiej myślimy, gdy emocje nie przesłaniają nam całego rzeczywistego obrazu.
Informacja ,że mogę porzucić to nieefektywne myślenie była zbawienna.
Zanim jednak wygaśnie ten nawyk myślowy trochę to twa...
Można sobie o tym pomyśleć jak o roju spłoszonych pszczół gotowych żądlić...przecież tak zachowują się nasze myśli w stosunku do nas.
Można więc zaopiekować się sobą zamiast dalej walczyć z myślami (pszczołami).
Skupić się na odczuciach naszego ciała :oddechu,dotyku stóp,odzieży. Ja często ruszam na nieśpieszny spacer lub skupiam się przyjemnym zapachu.
Przylatujące natrętne myśli warto potraktować z akceptacją i po prostu je liczyć . O jeszcze jedna i następna i jeszcze kilka ...nie odganiamy,nie walczymy,tylko obserwujemy i co najwyżej liczymy...
Gdy będziemy już w tym wprawieni -tzn.w rozpoznawaniu kiedy zaczynają się ruminacje. Warto wykorzystać ten stan do wzmacniania siebie.
Najpierw na chłodno należy przećwiczyć akceptację siebie ubraną w myśl i uczucie które jest prawdziwe dla nas samych,które potrafimy przyjąć od siebie.
A potem poprostu wysyłać sobie porcjami -co przykra myśl-dawka ciepłych uczuć do siebie i ożywczy głęboki wdech i wydech powolny dla dotlenienia organizmu.
Po takim treningu często ze zdziwieniem stwierdzamy,że pierwotna sytuacja wcale nie była taka okropna,tylko to co z nią zrobiliśmy chcąc ja zmienić....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz